Saturday, March 17, 2012

Na straganie, w dzień targowy...

Sobotni poranek zaczęłam o 9 rano od przejścia 10 km, nieźle, co? *^v^*
Kiedyś żadna siła nie ściągnęłaby mnie z łóżka przed 11:00...
I started my Saturday at 9:00 with 10 km walk, not bad, ha? *^v^*
I used to sleep till 11:00 in the old days...

Widzieliście takie pomarańcze? Małe, zwarte, w środku częściowo pomarańczowe a częściowo krwisto-czerwone, słodkie, bezpestkowe.
Have you seen such oranges? Small, tight, the middle is partly orange and partly blood-red, sweet, no pips.

Z innych odkryć bazarkowych - kazachski czosnek marynowany: w occie i w soku z granatów, oraz marynowana czeremsza czyli czosnek niedźwiedzi. Pyyyycha! ~^o^~
Other market finds - Kazakh pickled garlic: in vinegar and in the pomegranate juice, and the pickled ramsons (or bear's garlic). Yummmy! ~^o^~

A Rysiek co na to? A Rysiek pstro, utytłał nosem świeżo umyte okna w sypialni, ofutrzył uprane zasłony, a teraz śpi... ^^
And what about Rysio? He doesn't care at all, he already left the nose stains on the freshly cleaned windows and a lot of his hair on the freshly washed curtains, and now he's asleep... ^^

Thursday, March 15, 2012

さすが、ヨンカちゃん!

Na przeprosiny można mi dać kawałek wędzonej makreli. Taka jestem. *^v^*
You can give me a piece od smoked mackerel as a "I'm sorry" gift, I'm just that kind of girl. *^v^*

Pan Ryba powrócił, podobno na dobre! Swoją nieobecność w lutym tłumaczył mrozami a na przeprosiny dostałam wędzoną makrelę. ~^^~ Teraz Pan Ryba ma być co tydzień, dzisiaj z ryb świeżych ma brotolę, halibuta i filety z pstrąga oraz duży wybór wszelakich ryb wędzonych, w przyszły czwartek ma być dodatkowo np.: flądra.
Our fishmonger is back and back for good! He explained that he was absent in February because of the low temperatures and because he was sorry he gave me a smoked mackerel for free. ~^^~ Now he will be coming each week and I'll be able to buy very fresh fish, I'm so happy!


Kupiłam brotolę do smażenia (z dorszowatych, podobno mięsista i ma mało ości) i wędzonego trewala, mojego wielkiego faworyta, makrela jest darowana. ^^
Jak to człowiekowi niewiele do szczęścia potrzeba - moje dzisiejsze drugie śniadanie:
Today I bought brotola (cod-type fish, a lot of meat, a few bones) and a smoked warehou, the mackerel was a gift. ^^
And here is my second breakfast, what else do you need? 

Dla przypomnienia: Pan Ryba (pan Jurek ^^) sprzedaje ryby świeże i wędzone, w czwartki w Warszawie stoi samochodem między Marcpolem a wejściem do stacji Metro Ursynów.

Ryszanty też lubi rybkę. ~^o^~
Our cat also likes fish.  ~^o^~

Tuesday, March 13, 2012

Pyszności wszelakie / All things yummy

Dzisiaj tematy japońskie, bo po pierwsze, dostałam paczkę od mojej japońskiej przyjaciółki i jestem rozczulona zawartością! *^v^* Jak zwykle dostaliśmy zupy miso, ale tym razem mamy też niesamowity wybór małych przekąsek i (już po raz drugi) CC Lemon, napój który jest bombą witaminy C, i który często pijaliśmy w Japonii, kiedy czuliśmy, że bierze nas przeziębienie. ~*^v^*~
Today the Japanese theme, because first, I got a parcel from my Japanese friend and as always I am touched by what was inside! *^v^* We got the usual portion of miso soup packets, also a great selection of small snacks and (for the second time) CC Lemon - the witamin drink bursting with witamin C, the one we used to drink in Japan while we felt the cold coming.  ~*^v^*~


Po drugie, kilka dni temu znalazłam w Polsce (na allegro) coś, co z wielkim smakiem jadałam w Japonii a czego szukałam potem po powrocie bardzo długo - marynowany beni shōga. Jest to imbir krojony na sposób julienne, marynowany w umezu (marynata śliwek umeboshi) z dodatkiem liści pachnotki (perilla), dzięki czemu nabiera czerwonego koloru i specyficznego smaku, nieco innego od gari shōga krojonego w płatki i marynowanego w roztworze octu z cukrem, który znamy  jako dodatek do sushi.
Second, a few days ago I found in Poland something we used to eat in Japan a lot and then I thought we said goodbye to it for good - the marinated beni shōga. It's the ginger cut julienne style, pickled in umezu (umeboshi plums marinate) with perilla leaves, so it gets the red colour from it and a specific taste, a bit different from the gari shōga we know, pickled in vinegar and sugar solution, served with sushi.


Beni shōga posypuje się różne dania, np.: gyuudon (danie z duszonej wołowiny z cebulą i jajkiem, podawanej na ryżu), curry, okonomiyaki, traktuje się go jako surówkę.
You add beni shōga onto various dishes like gyuudon (beef and onion stew served on rice), curry, okonomiyaki, ect, and treat it as a salad.


A po trzecie, zamarynowałam sobie rzodkiew, czyli zrobiłam takuan według przepisu, który podpowiedziała mi MaroccanMint. ~^^~ Nie jest to tradycyjna receptura (chciałabym zobaczyć miny sąsiadów, gdybym powiesiła na zewnątrz balkonu kilkanaście długich rzodkwi do wyschnięcia na dwa tygodnie... *^v^*), ale po kilku dniach marynowania rzodkiew smakuje świetnie, prawie tak, jak takuan podawany w japońskich restauracjach (a nie tak, jak kupny, który moim zdaniem jest taki sobie...).
And third, I made a pickled daikon, namely takuan according to this recipe, recomended by MaroccanMint. ~^^~ It isn't the traditional recipe (I'd like to see my neighbours' faces if I placed a dozen of daikons outside my balcony for two weeks to dry... *^v^*), but after a few days it tastes great, almost like the one that is served in Japanese restaurants (and not like takuan you can buy in shops, that one isn't good at all...).


***

A na koniec - już nie po japońsku, ale moje plany szyciowe. Ogłaszam oficjalny koniec sezonu zimowego na mojej maszynie, a początek sezonu wiosna-lato - wełny znikają na kilka miesięcy  a ja zabieram się za przemianę w sukienki zapasów jedwabiu i bawełny! ~*^v^*~
And last but not least, not at all Japanese but mine - sewing plans. I hereby declare the end of Winter season on my sewing machine and the start of the Spring-Summer season! I'm going to put away the wool for several months and turn those yummy silk and cotton fabrics into dresses! ~*^v^*~

Na wieczór mam plany na pyszną tajską kolację, a teraz idę nałożyć sobie odżywkę na włosy i zatopić umysł w Burdach w poszukiwaniu modeli na moje tkaniny a ręce w paczuszki z japońskimi przekąskami! ~^o^~
I have plans for a delicious Thai dinner tonight, in a moment I'm going to put a conditioner on my hair and dive into my Burda's collection in search for the perfect dress patterns for my fabrics, munching on my Japanese snacks! ~^o^~

Sunday, March 11, 2012

Zakochałam się! / I'm in love!

Jakiś czas temu zakochałam się w tej sukience:
Some time ago I fell in love with this dress:


Model pochodzi z sierpniowego wydania Burdy z 1959 roku. Niestety nie mam tego magazynu, więc musiałam wykrój opracować sama.
This model comes from an August issue of the Burda's from 1959. Unfortunately I don't have that issue so I had to work out the pattern myself.

Skorzystałam ze sprawdzonego wykroju na górę tej sukienki, oczywiście z modyfikacją dekoltu na kołnierz, a na dół równomiernie splisowałam długi prostokąt materiału w kontrafałdy.
I used the top part pattern from this dress, of course I modified the collar, and for the bottom part I just took a long piece of rectangular fabric and folded it into box pleats.

Oczywiście w moim wypadku rękawy 3/4 nie wchodzą w grę, bo zawsze czuję się jakbym miała na sobie za małe ubranie i marzną mi nadgarstki, więc przedłużyłam rękawy do normalnej długości (w końcu jest to wełniana sukienka zimowa. Wiem, zanim ją skończyłam zrobiła się wiosna, co poradzę? Będę ją nosić w nowym sezonie. ^^). Zrobiłam model z bawełny, żeby dopasować kołnierz i dopiero po uszyciu wersji wełnianej zauważyłam, że mój kołnierz różni się od oryginału... Jego dolne brzegi są ułożone równolegle do talii, a w wersji pierwotnej były podkrojone nieco pod skosem ku górze. Nic to, tak też mi się podoba. *^v^*
Of course in my case 3/4 length sleeves are out of the question because I always feel like my clothes are too small and my wrists get cold so I made the the normal length (it's a woollen Winter dress anyway. I know until I finished it Winter ended and Spring came. Oh, well, I'll wear it next colder season. ^^). I made the muslin out of some cotton fabric to create the collar and when I finished the wool version I realised that my collar was different from the original one... Mine has been cut parallel to the waistline and the original one had its edges cut at an angle, pointing a bit towards the top. Oh, well, I like it like that too. *^v^*

Model: góra - Burda 08/2009, model 128, dół - improwizacja
Materiał: wełna (allegro, użytkownik e-AbcTekstyliaPl)
Pończochy: Eva Elegant
Buty: Marisha
Broszka: prawdziwe retro odziedziczone po babci
Pasek: nie pamiętam...
Lakier do paznokci: Wibo (bo MarocanMint na pewno zapyta! *^v^*)
Model: top - Burda 08/2009, model 128, bottom - improvised
Fabric: wool (online auction)
Pończochy: Eva Elegant
Shoes: Marisha
Brooch: real vintage inherited from my Grandmother
Belt: I don't remember...

A do sukienki, gdyby mi zmarzły ramiona, mogę założyć dopasowany kolorystycznie sweterek. *^v^*
And with this dress, if I'm still a bit cold, I can wear the matching cardigan. *^v^*

Może pamiętacie Szyszkę? Zrobiłam ją, kiedy byłam jeszcze w fazie wypróbowywania dzierganych swetrów o nietypowej konstrukcji i Szyszka miała fikuśne mankiety. Niestety, były na tyle szerokie i obfite, że z trudem mieściły się w rękaw kurtki, a od roku noszę w zasadzie tylko Małe Sweterki w stylu lat 50-tych i 60-tych, więc Szyszka mogła tak leżeć w szafie niekochana albo zmienić oblicze.
Do you remember Szyszka? I made it some year ago when I was still in the try-unusual-construction-sweaters phase and it has funky cuffs. Unfortubately, they were so wide and full that they could barely fit in the jacket or coat sleeves. And because I've been wearing mostly 50's and 60's style Tiny Cardis for a year now, Szyszka could just stay in the wardrobe unworn and unloved or change its shape.

Sprułam dolną ażurową część i zamieniłam ją na kardigan, a szalone mankiety zamieniłam na ściągacz i jestem bardzo zadowolona, bo to jest cudowna 100% ciepła wełna (grubsza niż moje dotychczasowe Małe Sweterki bo przerabiana na drutach 4 mm, a nie 2,5 mm ^^) w pięknym kolorze, która w obecnej formie sweterka jeszcze długo mi posłuży w jesienne i zimowe dni. ~^^~
I frogged the lacy part and changed it into a cardigan and the crazy cuffs turned into rib, and now I'm totally happy with it because it's a great warm 100% wool (thicker that all my recent Tiny Cardis that I made on 2,5 mm needles, this one was made on 4 mm), in a beautiful dark green colour, and I'm sure I'll wear it often during this and the future Winters and Autumns. ~^^~

Co dalej na warsztacie? Mam gotowy wykrój na bluzkę i spódnicę, ale nie mam na nie materiału. Mam materiał na żakiet, ale jeszcze nie zdecydowałam się na konkretny model. Mam kupon szaro-niebieskiej wełnianej pepitki, która za mną chodzi pod postacią spódnicy, na którą na pewno nie wystarczy mi materiału. Mam kilka modeli sukienek i spódnic, które chciałabym uszyć. Na razie wciąż mówimy o ciuchach na zimę, co chyba oznacza, że wszystko to odłożę już do przyszłego sezonu, bo teraz już mi się chce sukienek wiosennych. ~^^~
What's next? I have the patterns for a blouse and a matching skirt, but no fabric. I have a fabric for a jacket but no specific pattern in mind. I have a piece of blue-grey wool which I'd love to turn into a skirt but it's not enough for it. I have several skirts and dresses that I'd like to make, all of them for Winter which means that they'll have to wait till next season because now I relly want to sew Spring wardrobe! ~^^~ 

Na drutach kończę właśnie plecy do dwukolorowego sweterka według oryginalnego polskiego wzoru z lat 50-tych, ale coś mi idzie jak krew z nosa i przeczuwam zmianę nastroju i modelu. Na szczęście plecy są takie, że można do nich dorobić różnoraki przód. Na razie chyba pozwolę im poleżeć i doczekać się mojej decyzji.
Chodzi za mną szydełko i chodzą za mną daaaaawno nieruszane hafty, w tym wielki krzyżykowy obrazek z gałęzią kwitnącej wiśni.
Idzie wiosna. ≧^◡^≦
I've been finishing knitting the back of the two-colour blouse from the original Polish 1950's pattern but I haven't been making much progress recently, I can feel the change of heart towards this project. Lucky me the back is rather easy to attach any type of a front to it, so I think I'll put it away for a moment and let it grow on me.
I've been feeling like crocheting and embroidery, especially the huge sakura in bloom cross-stitching picture I've started ages ago.
Spring is coming. ≧^◡^≦

Na koniec jeszcze kilka póz. ~*^v^*~
Some more poses. ~*^v^*~


Tuesday, March 06, 2012

Faito!

Miałam ambitne plany - chciałam w weekend porządnie pospacerować i nadrobić trochę kilometrów w akcji 2012 km w 2012. Niestety!...
I had the ambitious plans to go for long walks during the weekend and add some kilometres to my score for 2012 km in 2012. It just wasn't meant to be...

Kiedy w piątek wysiadłam z samochodu pod domem teściów po kilku godzinach jazdy, czułam się jeszcze bardzo dobrze. Natomiast w sobotę rano ledwo sturlałam się z łóżka i mogłam tylko powoli chodzić wyprostowana po płaskim albo siedzieć sztywno przylepiona do oparcia krzesła. Każdy inny ruch wywoływał koszmarny ból w odcinku krzyżowym.
W poniedziałek, kiedy wracaliśmy do Warszawy czułam się już dobrze. Mój organizm chyba zorientował się, że sport, który ostatnio mi się przydarza, to nie tylko pojedyncza przypadkowa fanaberia i będzie się odbywał regularnie, w związku z tym broni się jak może... A ja z nim walczę oczywiście! ^^ (będę walczyć, chyba, że znowu mnie unieruchomi...)
When on Friday I left the car at my Inlaws' place after several hours of travelling I felt fine. On Saturday morning I could barely crawl from the bed and later I could only walk slowly around the house keeping straight or sit straight glued to a chair. Any other moves caused me some terrible pain in the back.
On Monday I felt alright again but we were already on our way back to Warsaw. Apparently my body realised that some sports are and will be a part of the regular routine and not just some accidental occurence, and it started to fight with me. And I decided to fight back! ^^ (as long as I can move, of course...)

Na osłodę trochę pięknego nieba nad Suwalszczyzną. ~^^~
Some more views of the beautiful Suwałki region's sky. ~^^~


Sunday, March 04, 2012

Włosy - raport po 7 miesiącach

Po siedmiu miesiącach mojej odmienionej pielęgnacji włosów czas na większe podsumowanie.

(O sposobach pielęgnacji, jaką prowadzę od sierpnia 2011 możecie przeczytać poniżej:
potem już nie robiłam comiesięcznych raportów)

Zaczęłam od wysuszonych średniodługich włosów o długości 44 cm, które rosły mi w tempie 1 cm na miesiąc, bardzo się puszyły, były cienkie, matowe, łamały się na różnej długości.



Zmieniłam całe moje podejście do ich pielęgnacji:
- zmieniłam szampony i odżywki silne chemicznie na łagodne środki oparte na naturalnych składnikach, bez silikonów
- zmieniłam farbowanie chemiczne na hennę
- zmieniłam szczotkę na szerokozębny grzebień i szczotkę Tangle Teezer
- zaczęłam regularnie przed każdym myciem włosów nakładać na nie oleje lub maski, często były to domowe maski wieloskładnikowe trzymane na głowie kilka godzin
- jadłam suplementy diety: Merz Special, Walmark Wapń Cynk Magnez, olej z wiesiołka GAL w kapsułkach i piłam tran (na początku kuracji w sierpniu)
- piłam napar z pokrzywy, 2 kubki dziennie (pierwsza dawka w sierpniu i wrześniu)
- stosowałam wcierki (Jantar i Saponics Farmony) i płukanki ziołowe po myciu
(- przez 3 tygodnie piłam drożdże, jednak nie zauważyłam ich wpływu na moje włosy)

HIT:
Po siedmiu miesiącach hitami mojej pielęgnacji pozostają:
- szampon Sephora Yes to Cucumbers - znakomicie zmywa oleje, włosy są po nim miękkie i sypkie, jest bardzo wydajny, pół litrowa butla (kupiona na promocji za 28 zł) wciąż mi służy!
- szampon, odżywka i maska z serii Alterra z Granatem i Aloesem (Rossmann) - włosy są po nich oczyszczone, miękkie, sypkie, gładkie
- henna Khadi Ciemny Brąz do farbowania włosów - odżywia, pogrubia, dyscyplinuje
- aloesowa pryskanka po myciu według pomysłu Anwen - dla mnie to jest kosmetykowy superhit ratunkowy, jeszcze po żadnej odżywce czy oleju nie miałam tak gładkich i miękkich włosów, już od pierwszego użycia! *^v^* (Pewnie dużą zasługę ma w tym aloes, ale każdy ze składników pryskanki dokłada swoje trzy grosze do wspaniałego efektu odżywienia.) Jednak, dla moich włosów jest to kosmetyk okresowy, to znaczy, po około miesiącu stosowania zauważyłam, że powinnam zrobić sobie przerwę bo zaczynam być po nim napuszona.

KIT:
- podczas wypróbowywania różnych kosmetyków trafiłam na odżywkę fatalną - Joanna Rzepa Odżywka Wzmacniająca, nie zauważyłam działania wzmacniającego, jest bardzo wodnista i przez to mało wydajna, bo dużo jej schodzi przy każdym nakładaniu, a co gorsze - koszmarnie plątała mi włosy, miałam po każdym jej użyciu po kilka kołtunów jak po żadnych kosmetykach... Zużyłam jedną butelkę i więcej jej nie kupię.
- olejek do włosów Sesa Plus - zastosowałam go tylko trzy razy. Po drugim użyciu jego silny ziołowy zapach wywołał u mnie koszmarną migrenę. A po trzecim razem niestety dostałam po nim mocnego podrażnienia skóry całej głowy a w jednym miejscu placek łupieżu... Po trzech zastosowaniach oddałam YarnFerret do przetestowania.

Obecnie stosuję regularnie (oprócz powyższych szamponów i spłukiwanych odżywek):
- olejek z witaminą E (wcieram we włosy i skórę głowy ok. 1 ł stołowej olejku przed myciem na conajmniej 2 godziny)
- odżywkę do włosów Hesh Maka (raz w tygodniu zamiennie z olejami przed myciem nakładam ją na włosy na 40 minut, wymieszaną z maską do włosów - wymieszana z wodą błyskawicznie wysycha i się kruszy, i zamiast na włosach ląduje w całej łazience...)
- puszące się włosy dyscyplinuję też kroplą oleju arganowego, najpierw roztartego w dłoniach
- w marcu wracam do picia skrzypokrzywy i suplementacji, tym razem będę brała ZMA, Witaminer (nie jest jakoś szczególnie bogaty w składniki, ale dostałam go jako gratis do jakiegoś zakupu w aptece, więc go zjem ^^)  i Calcium Panthothenicum.


Po początkowym powolnym starcie (1 cm/miesiąc) moje włosy ruszyły jak z kopyta i od września rosną mi w tempie 2-3 cm/miesiąc, co obecnie daje mi długość 57 cm (przybyło 13cm). Nie podcinałam końcówek, bo nie ma takiej potrzeby - nie są porozdwajane, więc nie chcę tracić na długości, chociaż ostatnie 10 cm jest raczej cienkie... (i wciąż jestem ciekawa, jak długie włosy mi urosną i czy się kiedyś zatrzymają?...). ~^^~

Saturday, March 03, 2012

...

Jakby co, to chwilowo jestem tam.
If you need me I'm over there at the moment.

Sunday, February 26, 2012

Roses are red...

W sobotę miałam kończyć zieloną sukienkę, ale...
Okazało się, że ktoś u męża w pracy jakieś dwa miesiące temu zostawił w zamrażarce w jednej z kuchni ogromną torbę z owocami dzikiej róży. Zdecydowano, że ponieważ tyle czasu nikt się po to nie zgłosił, to idzie do wyrzucenia.
On Saturday I wanted to finish my green dress, but...
It turned out that about two months ago somebody in my husband's workplace left a huge bag of dog rose fruit in the freezer in one of the kitchens. They decided to throw it out. 

No nie mogłam pozwolić na zmarnowanie takiej ilości dobrego materiału przetwórczego! ~^o^~
Połowa poszła do Squirk a połowę mąż przywiózł w piątkowy wieczór do domu. Tak więc, w sobotę najpierw wybrałam liście, patyki i zgniłe owoce, i otrzymałam prawie 3 kilo dzikiej róży. 
I just couldn't let it go to waste! ~^o^~
Half of it went to Squirk, my husband's friend's wife, and the rest was brought home on Friday night. So, on Saturday morning, after I removed all the twigs, leaves and rotten fruit I ended up with almost 3 kilos of dog rose berries. 

A potem przez 6 godzin na zmianę usuwaliśmy z owoców pestki wraz z kłującymi włoskami i po tym czasie mogliśmy się pochwalić godnym rezultatem 1 kilograma oczyszczonej dzikiej róży gotowej do przerobienia na konfitury.
Then for 6 hours both of us removed the small stones and prickly hair from the fruit, and after that time we could proudly present the result of 1 kilo of clean berries ready to be processed into a jam.

Tak, jednego kilograma.   ̃๏̯̃๏
Yes, one kilo.   ̃๏̯̃๏

Nie była to zatrważająca ilość, ale w końcu ile człowiek jest w stanie zjeść konfitury z dzikiej róży?!... Poza tym, nikt by mnie nie namówił, żebym wypestkowała drugi kilogram...
It wasn't a huge amount but how much rose jam can you eat after all?!... Besides, nobody would make me clean another kilo...

Różę podzieliłam na dwa garnki: w jednym gotowały się oczyszczone owoce na konfiturę, w drugim - całe owoce do późniejszego przetarcia przez sito i przerobienia na chutney
I placed the fruit into two pots: in the first one there were the cleaned berries turning into a jam, in another - whole berries I wanted to squash through the sieve later and make the chutney.

W niedzielę prace trwały dalej, na szczęście było to już tylko mieszanie, dodawanie składników, przelewanie do słoiczków i pasteryzacja. ~*^0^*~ Chutneya na słodko-owocowo wyszły trzy słoiki, bo jednak straty podczas przecierania są bardzo duże, konfitur mam dziesięć słoiczków i są pyyyyyyyyszne! ~^o^~
On Sunday I countinued with cooking, mixing, adding ingredients, filling the jars and pasteurizing. ~*^0^*~ I have three big jars of fruity sweet&sour chutney and ten smaller jars of yummmmmmmy super sweet rose jam. ~^o^~

Czy zdecyduję się znowu robić przetwory z owoców dzikiej róży? Może za jakiś czas, kiedy zapomnę, ile czasu zajęło nam ich wypestkowanie... I kupię sobie maszynkę z korbką do przecierania owoców, bo takowej nie mam i ponad 2 kilo owoców przecierałam tłuczkiem przez sitko... ๏̯͡๏
Will I do something with dog rose fruit again? Maybe, when I forget how much time it took us to remove the stones... And when I buy the machine to mash the fruit, this time I had to use the pestle and a sieve... ๏̯͡๏

Friday, February 24, 2012

納豆

Uwielbiam natto. Samo to stwierdzenie jest dosyć kontrowersyjne, bo ludzie podobno dzielą się na tych, co je uwielbiają, i na tych, co go nienawidzą. ~^^~ Faktem jest, że danie to ma intrygujący zapach i dyskusyjną konsystencję, i dlatego budzi takie kontrowersje zarówno wśród osób, dla których ta potrawa jest obca kulturowo (cały świat poza Japonią) jak i czasami dla samych Japończyków.
I absolutely adore natto. This is controversial because apparently people either love it or hate it. ~^^~ To tell the truth, this dish has an intriguing scent and an intresting consistency, so that't why it's so controvesial that even the Japanese don't always like it (not to mention the people who are strangers to this type of cuisine!).

Natto (納豆) to japońska potrawa - sfermentowane fasolki sojowe, podaje się je na ryżu z odrobiną sosu sojowego i musztardy albo soku z yuzu, posypane szczypiorkiem. Można je kupić w Polsce w pojedynczych porcjach, ale ja chciałam mieć tego więcej, a przede wszystkim zaintrygowała mnie możliwość zrobienia sobie natto w domu (robię sobie kimchi - koreańską kiszoną na ostro kapustę, którą też uwielbiam i jadam w dużych ilościach, więc czemu miałabym nie spróbować zrobić fermentowanej soi? *^v^*).
Natto (納豆) is a Japanese dish - a fermented soy beans, served on the rice with some soy sauce, mustard and sometimes yuzu juice or shiso, sprinkled with spring onions. You can buy natto in Poland in small packages but I wanted more of it, and what's more important, I was lured by the idea of making it myself at home (I make my own kimchi - Korean hot pickled cabbage, which I love and can eat a lot, so why not try to make natto? *^v^*)

Proces przygotowywania natto jest prosty (wiedzę zaczerpnęłam ze strony nattoking.com):
- należy namoczyć fasolki sojowe (najlepiej na noc), rano ugotować je do miękkości, odcedzić i wymieszać z porcją sfermentowanej fasoli (u mnie: 400 g fasolki + 45 g startera), następne pozostawić w temperaturze nie niższej niż 40 stopni przez 24 godziny.
Tak wyglądała moja domowa "stacja fermentacyjna": fasolki w dwóch słojach przykrytych podziurkowaną folią aluminiową umieściłam w torbie termicznej i wkładałam do niej co 2 godziny butelki z wrzątkiem. (Po 2 godzinach gotowałam nowy wrzątek, żeby utrzymać temperaturę nie niższą niż 40 stopni.) Na noc okręciłam dodatkowo torbę kocem i rano temperatura wewnątrz spadła do 33 stopni, ale znowu dołożyłam nowe butelki z wrzątkiem.
The preparation process is easy (I learned the details from nattoking.com):
- you should soak the soybeans overnight, then cook till tender, rinse and mix well with a small portion of readymade natto (in my case it was: 400 g of soybeans + 45 g of a starter), then you leave them in at least 40 degrees C for 24 hours.
Here is my home "fermentation station": I put the cooked beans in two glass jars covered with alufoil and placed them in a thermal bag, I added two bottles with boiling water. (I exchanged the bottles every two hours to keep the temperature of at least 40 degrees C.) Before going to bed I added new bottles with boiling water and covered the thermal bag with a woolen blanket, in the morning the temperature was 33 dregrees C, so I put in new bottles.


Podczas fermentowania można zagrzewać bakterie Bacillus substilis do pracy słowami zaczerpniętymi z anime Moyashimon: "かもすぞ!" czyli "Fermentujmy!" (✿◠‿◠✿)
During the fermentation process you can cheer on the Bacillus substilis bacteria with the phrase taken from the Moyashimon anime: "かもすぞ!" which means "Let's brew!" (✿◠‿◠✿)

Po 24 godzinach powinniśmy już uzyskać gotowy produkt, który wymaga jeszcze dojrzewania w chłodnych warunkach (lodówce) - od nas zależy, jak długo pozostawimy fasolę na tym etapie, powinno to być nie mniej niż 3 godziny, ale nie ma górnej granicy, gdyż natto będzie sobie teraz dojrzewać w nieskończoność i nie powinna się zepsuć (w sumie już jest "zepsuta"... ~^0^~). Natto bardzo dobrze się zamraża (zresztą w takiej wersji można je kupić w Polsce) więc zawsze można zrobić porcje i wrzucić do zamrażarki.
After 24 hours we should have the final product that requires some aging in the cold conditions (fridge) - it's up to us for how long we're going to leave it at that stage, it should last no shorter than 3 hours but there is no time limit because natto is already "spoilt" so it shouldn't go worse. ~^0^~ Natto can freeze well (you can only buy it frozen in Poland) so you can divide it into smaller portions and put them in the freezer.

Już po pierwszych dwóch godzinach fermentacji podczas sprawdzania temperatury wyczuwałam charakterystyczny zapach natto - dla niektórych swąd niemytych nóg, mnie wcale tak się nie kojarzy, dla mnie jest to zapach trochę ziemisto-kawowy... ^^ Kiedy następnego dnia wyjęłam słoiki z torby i zajrzałam pod folię, zobaczyłam pięknie pomarszczone fasolki - znak, że coś się z nimi zadziało podczas tych 24 godzin. ~^^~
Already two hours after the fermentation began, while checking the temperature I noticed the characteristic smell of natto - some say it's the smelly feet scent, but for me it't something like earthy coffee... ^^ When I took out the jars on the next day and removed the alufoil covers I saw a beautifully shrivelled beans - the sign that something happened with them during those 24 hours. ~^^~

Ale prawdziwe czary wydarzyły się na mych oczach, kiedy zamieszałam fasolki - pojawiła się charakterystyczna maź, która jest nieodzownym znakiem, że mamy przed sobą pięknie sfermentowane natto! *T^o^T* (ta maź zresztą obok zapachu jest czynnikiem zniechęcającym ludzi do jedzenia natto). Wygląda na to, że bezwzględne utrzymanie temperatury powyżej 40 stopni nie jest absolutnie konieczne, bo bakterie fermentacyjne z natto dają sobie radę również w chwilowo nieco chłodniejszym środowisku (nie chciało mi się wstawać w nocy co 2 godziny, żeby gotować nowy wrzątek, następnym razem obłożę słoiki trzema butelkami.)
But the real magic happened the moment I put the spoon into the jar - when I stirred the beans I saw a lot of the characteristic white slime, the sign that we have the real McCoy! *T^o^T* (this slime together with a smell are the reasons why people don't like natto.) It seems that keeping the temperature st 40 degrees C isn't crutial, the natto bacteria can work well also in temporarily colder conditions (I didn't want to get up at night every two hours to boil new water, next time I may add three bottles instead of two).


Słoiki powędrowały do lodówki żeby dojrzały a tak wyglądał mój piątkowy obiad: domowej produkcji natto na ryżu, zupa miso, surówka z glonów wakame, surimi, zielona herbata. Czego chcieć więcej?  ≧^◡^≦ (chyba tylko zjeść taki obiad w Tokio, ech...)
The jars went to the fridge for aging and here is my Friday lunch: homemade natto on rice, miso soup, wakame seaweed salad, surimi, green tea. Do you need anything else? ≧^◡^≦ (maybe to eat it in Tokio?...)  

Thursday, February 23, 2012

Eksperymenty

Znowu kulinaria, bo w tym tygodniu postanowiłam poeksperymentować.
Cooking again, because this week I decided to experiment a bit.

Na pierwszy ogień poszły muffinki. Pomyślałam sobie, że można by zamiast na słodko, przygotować wersje wytrawne i tak powstały poniższe dwie przekąski:
First, the muffins. I thought that maybe I could make a savory version and I came up with those two:

Ciasto marchewkowe podstawowe zrobiłam według tego przepisu (bez dodatku cukru), a potem zaszalałam z wsadem.
The basic carrot dough was from this recipe (no sugar), and then I changed the fillings.

Wersja po lewej:
- 2 Ł kukurydzy z puszki
- 1/3 posiekanej czerwonej papryki
- 2 Ł suszonej żurawiny
- 2 Ł pokruszonego sera solankowego
- suszone oregano
Muffin on the left:
- 2 Tsp canned corn
- 1/3 chopped red pepper
- 2 Tsp dried cranberries
- 2 Tsp shredded salty cheese
- dried oregano

Wersja po prawej:
- 2 Ł czerwonej fasoli z puszki
- 6 posiekanych orzechów włoskich
- 2 pokrojone drodno plastry ananasa
- 1 Ł pestek dynii
- 1 ł suszonych płatków słodkiej papryki
- 1/2 pokruszonej kostki bryndzy
Muffin on the right:
- 2 Tsp canned red beans
- 6 chopped walnuts
- 2 chopped slices of pineaple
- 1 Tsp pumpkin seeds
- 1 tsp dried sweet pepper flakes
- 2 Tsp salty type cheese

Są pyszne zarówno na ciepło jak i na zimno, zachowują świeżość przez kilka dni (trzymane w zamkniętym pojemniku w lodówce), przekąska idealna. ~^^~ I to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo w kwestii wytrawnych muffinek... ^^
They are great warm and cold, they stay fresh several days (in the fridge, in the closed container), perfect snack. ~^^~ And I still have one more idea for a savory muffin recipe, so stay tuned.  ^^

Po drugie, Izuss i Intensywnie Kreatywna nakręciły mnie na placki, więc dzisiaj usmażyłam placki z kukurydzą i zjadłam ze smakiem i z sosem z majonezu i musztardy! *^v^*
And then Izuss and Intensywnie Kreatywna started talking about different pancakes, so today I made the corn pancakes and ate them with mayo-mustard sauce! *^v^*


A jutro pokażę Wam efekty moich kulinarnych eksperymentów większego kalibru! (─‿‿─)
And tomorrow I'm going to show you the results of my much bigger culinary experiment! (─‿‿─)